wtorek, 28 marca 2017

S01E06 - Kryjówka fanatyków

Wkrótce po tym, jak bohaterowie opuścili enklawę nomadów dostrzegli na swojej trasie zakapturzoną postać. Był to czerwonoskóry lekarz, którego poznali poprzedniego wieczoru. Obcy przedstawił się jako Teryx - poprosił ekipę o możliwość podróżowania z nią do Nowego Ximare. Szansa, że zostanie wpuszczony do środka wraz z bohaterami była zdecydowanie większa - tamtejsi ludzie mieli do czynienia z jego ludem i nie były to zwykle przyjazne kontakty. Postacie mogłyby poświadczyć, że jest normalnym gościem, a nie fanatykiem religijnym, jak ci, którzy próbowali odbić swoje starożytne terytorium. Rasa, do której należał (cerini) wyszła już poza etap wojen religijnych, ale pewna, niewielka frakcja wciąż walczyła “o wiarę”. Miejsce, gdzie założono Nowe Ximare było rzekomo miejscem narodzin rasy i rodzinną wioską Proroka, który wyciągnął ich z otchłani barbarzyństwa. Teryx sądził jednak, że chodzi o miejsce, gdzie wylądował statek kolonialny - według badań archeologicznych jego rasa przybyła z gwiazd, ale osadnicy nie poradzili sobie z problemami na Otrei (Otrea to nazwa tej planety) i upadli.

Nowe Ximare


Miasto było widoczne już z daleka. Na pierwszy rzut oka było widać, że opowieści o statku kosmicznym - czy też innych, technologicznych cudeniek niedostępnych nomadom - są pewne. Nowe Ximare zostało zbudowane na skalistej powierzchni, wyniesionej ponad poziom gruntu o dobre dwadzieścia metrów. Do miasta prowadziła wąska ścieżka - w sam raz na dwa wozy. Na skale zbudowano właściwe miasto - z zewnątrz widać było jedynie Kopułę - lśniącą, szklaną konstrukcję z trójkątnych, szklanych płyt połączonych kompozytowym szkieletem - oraz kilka najwyższych budynków. Nowe Ximare otaczał betonowy mur, nad którym widoczne były metalowe wieżyczki. Przed bramą stało czterech wielkoludów z giantycznymi halabardami opartymi o mur.
Strażnicy wydawali się wręcz spać, ale kiedy w ich pole widzenia wszedł Teryx, sięgnęły po broń i skierowali ku niemu. Ten, rozglądając się na lewo i prawo, zdołał wydukać tylko kilka słów, prosząc bohaterów by przekonali tamtych, że jest z nimi i nie ma złych zamiarów. Skończyło się na rewizji dokonanej z pomocą skanera - Teryx został prawie że rozebrany do naga. Bohaterów ledwie przeskanowano - gwardziści nie wydawali się być zaalarmowane posiadanym sprzętem. Choć od Asha i Eversona zażądali podatku.

Wewnątrz miasta


Wysokie kamienice z płaskimi dachami. Balkony osłonięte cieniem dzięki kolorowym markizom. Wąskie uliczki, przez które mogą przecisnąć się dwie, może trzy osoby. Jedynie centralna aleja była dość szeroka by można było przejechać po niej jakimś wozem. Ludzi nie było zbyt wielu - jedynie szacowne matrony w kolorowych sukniach, z chustami na głowach przyglądały się bohaterom i ich towarzyszowi. Nikt nie poruszał się pieszo. Ludzie byli prowadzeni w palankinach noszonych przez cztery sześcionożne, futrzaste bestie o małpich mordach.
Wędrując tymi ciasnymi alejkami bohaterowie słuchali wynurzeń obcego, który widząc ich zdziwienie, postanowił pomóc im przekazując kluczowe informacje o Nowym Ximare:
Miastem rządzi królewska para - to ludzie, prawdopodobnie, otoczeni zaawansowaną technologią. Żyją w przepychu, bezpiezni, z dala od społeczeństwa.
W centrum miasta jest ich pałac. Wchodzą tam jedynie członkowie rodziny królewskiej oraz pracownicy jednej z gildii, władających poszczególnymi sektorami miasta. Gildii jest sześć - miasto to siedem heksagonów, z centralnym przeznaczonym dla władców.
W mieście panuje spokój, ale mimo to utrzymuje nie tylko liczną armię, ale również gwardię, która regularnie patroluje ulice.
Jeśli bohaterowie chcą skontaktować się z kimś ważnym albo kimkolwiek zdolnym udzielić im pomocy, powinni spotkać się z kimś z gildii Taigen - to między innymi brokerzy informacji oraz zaopatrzeniowcy. Aktualnie przebywają w sektorze tej gildii.

Chwilę zajęło zanim bohaterowie zorientowali się, czego brakowało w Nowym Ximare. Pyłu. Powietrze było czyste. Ulice z dopasowanych, sześciokątnych płyt zachowywały barwę kości słoniowej. Nikt nie nosił maski na twarzy. Spojrzeli na swoje zapylone ubrania, obejrzeli pokryte rdzawym kolorem twarze. Poczuli się brudni.
Teryx poszukiwał domu nieopodal bramy - pożegnał się z bohaterami wskazując na wyróżniające się na tle innych, ciemnoczerwone drzwi. “Jeśli będziecie chcieli spotkać się w jakiejś sprawie, potrzebować pomocy albo informacji, powinienem być tutaj cały czas” - powiedział, po czym zniknął w środku.

Urząd pracy


Bohaterowie skierowali się, zgodnie z sugestią Teryxa, do siedziby gildii Taigen. Nietrudno było ją odnaleźć - wysoki, srebrny budynek widoczny był z każdego miejsca dzielnicy. Budowla znajdowała się na dużym, niemal pustym placu. Przed szerokimi wrogami stało czworo odzianych w matowe, pomarańczowe pancerze wykonane z synthu gwardzistów. Byli to ludzie, ale mocno odmienieni - tak samo, jak ci przed bramą miasta, mierzyli po dwa i pół metra. Zaczęły się schody.
Wyglądało to trochę jak gra w ciuciubabkę. Bohaterowie odbijali się od jednego mieszkańca miasta do drugiego – sklepikarz odesłał ich do kuzyna albo do gildii, gildia kazała przyjść następnego dnia, urzędnik wezwał swojego szefa (nota bene ojca albo stryja)… Ostatecznie sprawa zakończyła się sukcesem, ale okupionym dużą ilością straconego czasu.
Choć nie do końca.
W nocy Vonna, paląc fajkę na balkonie swojego pokoju, zauważyła dwa „dziwactwa”. Najpierw ujrzała na Księżycu zielony pas – szacunkowo musiał mieć grube dziesiątki kilometrów długości (eksperyment z terraformingiem? starożytna zabudowa? zamknięte miasto? kopalnia odkrywkowa?). Potem ujrzała gigantyczny statek kosmiczny, który wydostał się z kopuły kryjącej pałac królewski, a potem, odlatując znad miasta, zniknął. Pojawił się z powrotem godzinę później – wylądował w miejscu, z którego rozpoczął podróż.
Sprawy w gildii wyglądały mniej ciekawie. Everson sprzedał swój ciężko zdobyty miotacz błyskawic, wymieniając go na nieco waluty i informacji. Spotkanie z członkami gildii zaowocowało zdobyciem kilku informacji na temat tego kto rządzi miastem („Para królewska jest odklejona od rzeczywistości, sądzą, że są kimś więcej, niż ludźmi”), odkryciem, że królem jest zagubiony przed laty mąż Zavryx oraz przyjęciem zlecenia na eksplorację kolonii starożytnych cerini. Feyn, człowiek z którym ekipa rozmawiała, stwierdził, że bardzo chętnie zobaczyliby co kryje się pod miastem robali (Taigen podejrzewali, że jest tam pierwsze miasto kolonistów), ale skoro to nie mogło mieć racji bytu, pozostało eksplorowanie innych ruin. W zamian za wykonanie misji bohaterowie mieli otrzymać tyle numenery, ile zdołają stamtąd wyciągnąć oraz nieco sprzętu przydatnego podczas wędrówki na pustyni.
Ekipa nie traciła czasu. Zostawili Tigona (zdaniem lekarza gildii potraktowanego jakimś ostrym, wolno rozkładającym się środkiem uspokajającym) z jego dolą, a sami zabrali sprzęt i poszli w stronę wskazaną przez Feyna. Marsz był zdecydowanie łatwiejszy w strojach otrzymanych od Taigen, podróż nie była jednak znacznie bezpieczniejsza. Tylko cudem (tzn. dzięki czujności Vonny) bohaterowie uniknęli starcia z dziewięcioma dwumetrowymi robalami – dzikimi, prymitywnymi robotnikami z monstrualnych kopców. Nomada, nad którego ciałem ucztowały miał zdecydowanie mniej szczęścia.

Kolonia


Już na pierwszy rzut oka było widać, że to miejsce od dawna jest niezamieszkałe. Tunel wydrążony w kamieniu bez wątpienia był dziełem rąk inteligentnych istot, ale brakowało tam jakichkolwiek wytworów technologii – czegokolwiek z synthu, metalu czy kompozytów. Część kompleksu zapadła się – korytarz prowadził pod kątem w dół, ale widać było, że to nie celowa pochylnia, a wynik zapadnięcia się części kolonii. Po kilkudziesięciu metrach poziom mniej więcej się wyrównał. Pojawiły się odnogi – i odnogi do odnóg, całość tworząca przedziwną mozaikę korytarzy i pomieszczeń. Mieszkańcy tego kompleksu musieli mieć fioła na punkcie potęgi dwójki, bo pobudowali sobie podziemne „mieszkania” grupując je po osiem, gdzie osiem takich sekcji łączyło się z tą samą, szerszą gałęzią tworząc „dzielnicę” na sześćdziesiąt cztery „apartamenty”. Wszystko był ogołocone do zera. Brakowało wszelkiej instalacji, jakichkolwiek sprzętów. Było za to sporo pyłu, nierówne ściany i pęknięcia sugerowały, że to miejsce musiało powstać przed setkami lat… i równie długo być niezamieszkałe. Ash zwrócił dodatkowo uwagę na niski strop – pomieszczenia miały nieco ponad dwa metry wysokości, zdecydowanie zbyt nisko do komfortu ludzkiej istoty.
Bohaterowie badali powoli teren, zbliżając się do centralnej sali kompleksu – olbrzymiego, stumetrowego pomieszczenia, z którego odchodziła sieć korytarzy prowadzących do pomieszczeń mieszkalnych (kolejnych „dzielnic” i „sekcji”). Nagle Thama usłyszała kroki – odepchnęła towarzyszy na bok, w skryty w mroku tunel. Udało się w ostatniej chwili – po kilkunastu sekundach korytarzem przeszedł patrol zakutych w pancerze, czerwonoskórych obcych. Nie przypominali w niczym Teryxa – byli więksi, mocno umięśnieni, mieli przy sobie jakąś zaawansowaną technologicznie broń. Grupa skryła się w jednym z pomieszczeń by naradzić się odnośnie dalszych kroków. Zdecydowali się wycofać – ewidentnie kompleks był siedzibą buntowników albo fanatyków, żadnym skarbcem numenery. Kiedy zbliżali się do głównego tunelu, usłyszeli głos Teryxa i jakiegoś człowieka. Zobaczyli swojego niedawnego towarzysza – szedł pomiędzy strażnikami, rozmawiając z zakapturzonym, wysokim mężczyzną. Niestety, tamci usłyszeli bohaterów. Gdy tylko Teryx zobaczył kto kryje się w mroku, wrzasnął rozkazując żołnierzom zaatakować.
Strzelanina nie poszła zbyt dobrze dla cerini. Ash zamknął w polu stazy najpierw dowódcę obcych, a potem jednego ze strażników. W tym czasie Vonna, Thama i Everson wyeliminowali dwóch kolejnych. Człowiek towarzyszący Teryxowi puścił się pędem ku wyjściu gdy tylko padł pierwszy strzał. Próbowała go ścigać Thama, ale padła przygnieciona cielskiem ostatniego z gwardzistów. Ash cisnął nim telekinetycznie, po czym cała grupa puściła się pędem ku wyjściu, poganiana przez krzyki cerini, którzy przebywali w wielkiej sali kompleksu. Ucieczka niestety udała się wszystkim – w tym człowiekowi współpracującemu z obcymi, który zniknął zaraz za wyjściem z tunelu. Thama była o krok za nim, ale nie zaryzykowała tropienia niewidzialnego – nie musiałby się mocno starać by ją wyeliminować.

Rajd do Nowego Ximare


Ash stwierdził, że nie ma czasu do stracenia. Przed walką bohaterowie usłyszeli coś o „przemyceniu całego urządzenia” – ryzyko, że cerini przeprowadzą zamach było zbyt wielkie. Dodatkowo próba ostrzeżenia pary królewskiej dała okazję do natychmiastowej audiencji. Po piekielnym rajdzie po pustyni, o świcie stanęli przed bramami miasta. Rośli gwardziści nie stroili sobie tym razem żartów – na wieść o problemach z cerini jeden z nich rozkazał bohaterom by biegli za nim. Skierowali się do centralnego sektora Nowego Ximare, pod kopułę.

1 komentarz: