wtorek, 31 stycznia 2017

S01E01 - Czarna Skała

Bohaterowie obudzili się z pustką w głowie. Nie pamiętali nic ze swej przeszłości prócz imion. Byli do siebie podobni, mieli przeświadczenie, że znają się i pochodzą z tego samego kraju (świata, czasu…), ale za nic nie mogli sobie przypomnieć czegokolwiek konkretnego. Musieli być ofiarą jakiegoś wypadku albo uciekinierami, bo zostali odnalezieni na kompletnym pustkowiu, w fatalnym stanie. Odwodnieni, wychudzeni, słabi jak niemowlaki – gdyby nie pomoc ludzi z Czarnej Skały, z pewnością umarliby tam z głodu, pragnienia lub zimna.
Czarna Skała stała się ich domem na długie tygodnie. Osada zbudowana wokół spiralnej, syntetycznej góry z porowatego kompozytu, liczyła sobie bez mała dwustu mieszkańców. Gdyby nie numenera znalezione przed wiekami, to miejsce nie utrzymałoby choćby tuzina ludzi. Ziemia była tu już nawet nie jałowa, co martwa. Na zachodzie ciągnęła się Bruzda – głęboka rana na ciele Ziemi, z której (według opowieści) co rusz wynurzały się jakieś zmutowane potwory i bestie. Na północy znajdowały się Smoliste Bagniska, zamieszkiwane przez plemiona dzikusów i bezludzi. Wschód był skąpo zamieszkały – niewielkie, warowne osady nie były zbyt przyjaźnie nastawione względem gości. Jedynie na południu znajdowało się większe miasto, ale i ono trwało wyłącznie dzięki artefaktom.
Ludzie z Czarnej Skały byli nieco dziwni. Daleko im było do sekciarzy z prawdziwego zdarzenia, ale bez wątpienia mieli niejedno dziwactwo. Kierowała nimi rada (ze starcem Ordo o największej władzy). Mieli jakieś stopnie wtajemniczenia, głosowania, dziwne obrzędy – ale w zasadzie wydawało się to niegroźne. Zbudowali klatkę dla Thamy, zamiast zabić ją gdy ta przemieniła się w bestię. Pomogli naprawić uszkodzenia wszczepów Eversona. Nie przepędzili postaci mimo, że ich umiejętności (jakie by nie były), niekoniecznie są przydatne osadzie.
Wciąż jednak pozostała kwestia dziwnego zachowania.

Strzaskane ogary


To była pierwsza z pięciu nocy przemian Thamy. Grupa wędrowała po pustkowiu, zmierzając ku klatce, w której zamykano dziewczynę na te kluczowe godziny. Było zimno, dął lodowaty, cuchnący wiatr. Ewidentnie nie była to pogoda w sam raz na nocne przechadzki – postacie wolały się jednak trzymać razem. Na wypadek, gdyby coś poszło nie tak i Thama ruszyła na łowy.
Idąc do klatki bohaterowie usłyszeli nagle strzał, po czym rozległo się przeraźliwe wycie. Dostrzegli sforę strzaskanych ogarów – dzikich psowatych o paskudnych, ptakopodobnych łbach – szarpiących jakieś (bez wątpienia ludzkie) zwłoki. Jeden z ogarów warczał i próbował się wdrapać na leżący nieopodal głaz. Grupa bardzo szybko podjęła decyzję – kwestią sekund było, kiedy psy ich dostrzegą. Vonna oddzieliła się od reszty i spróbowała zajść sforę od tyłu, podczas gdy pozostałe trzy postaci skupiły na siebie uwagę.
Psy rzuciły się z furią na Asha i Thamę. Pewne siebie, wściekłe bestie nie były jednak specjalnie groźne. Starcie z czwórką dobrze wytrenowanych i solidnie uzbrojonych ludzi to w końcu coś innego, niż atak na samotnego wędrowca. Po niecałej minucie było po wszystkim – nie licząc lekkich uszkodzeń Eversona, bohaterom nie stało się nic złego.
Okazało się, że ogar nie warczał na głaz bez powodu. Kiedy ostatnie stworzenie padło, na szczycie kamienia pojawił się kilkunastoletni chłopak. Wyłączył jakieś urządzenie przypięte do peleryny – bez wątpienia zapewniające niewidzialność – po czym zeskoczył na ziemię i gorąco podziękował bohaterom. Był ewidentnie w szoku, przerażony widokiem poszarpanych zwłok (jak się okazało, stryja) – nie mógł uwierzyć, że ocalał. Przedstawił się jako Gylian. Stwierdził, że jego rodzina została skierowana w te strony jako rzekomo bezpieczne. Nie miało tu być żadnych drapieżników.
Wkrótce na horyzoncie pojawił się ich środek transportu. Gargantuiczny żółw o okaleczonym ciele, kontrolowany przez prymitywne wszczepy poruszał się… w żółwim tempie. Na jego grzbiecie podczepiono dom – dziwną konstrukcję z blachy, syntu i kompozytów. Kiedy po kilkunastu minutach grupa spotkała się z tym dziwnym stworem, z góry zjechał na linie starszy (podobny do chłopaka) człowiek. Był to ojciec Gyliana. Podziękował raz jeszcze za pomoc, po czym zagadnął grupę o miejsce, z którego pochodzą. Miał słabe informacje o Czarnej Skale i jeszcze słabsze o najbliższej okolicy. Zdecydował, że spróbuje pohandlować z osadą – oraz, oczywiście, zabrać i pogrzebać ciało brata. Postacie stwierdziły, że obaj zachowywali się dość dziwnie, ale podsumowali to ostatecznie wzruszeniem ramion – w Dziewiątym Świecie normą jest w końcu brak norm.

Klatka


To kolejna noc Thamy w klatce. Wszystko przebiegło według dobrze znanego rytuału – dziewczyna weszła do środka, zasunęła drzwi. Zrzuciła ubranie, po czym domknęła metalową płytę. Ash przesunął zasuwę i założył kłódkę. Do tej pory wszystko szło zawsze według tego samego schematu.
Tym razem coś poszło nie tak.
Klatka dosłownie się rozpadła. Jaszczurza Thama, wściekła i głodna, wyskoczyła z klatki i od razu wystartowała z pazurami i kłami na bohaterów. Dwójka uratowała się wspinaczką na dach klatki. Everson spróbował uspokoić dziewczynę. Po jakimś czasie się udało. Thama wróciła do ludzkiej postaci – schowała się na chwilę do klatki by się ubrać. Ekipa od razu zaczęła sprawdzać kontener.
Ktoś ewidentnie przy nim majstrował. Szyny, na których umocowano drzwi są uszkodzone. Wyrwano śruby mocujące je do podłogi i sufitu. Wystarczyło mocniej uderzyć w blachę, a drzwi wypadały na zewnątrz. Niestety, nie ma wielu śladów – gdyby sabotaż udało się dostrzec od razu, może coś by się udało zauważyć. W Czarnej Skale jest zbyt wielu ludzi, którzy mogli się tu przewinąć przez ostatni miesiąc. Nie pozostaje zrobić nic innego, jak wrócić do osady.

Powrót do osady


Żółw już tam dotarł. Obie ekipy wzajemnie się obwąchiwały. Strażnicy nie wpuścili podróżnych do wnętrza osady, ale obiecali przyprowadzić kogoś z rady i umożliwić handel. Zmęczeni bohaterowie nie drążą tematu dalej – chwytają na szybko jakieś żarcie i uderzają w kimono.
Rankiem wybrali się na śniadanie (znowu prepak!), a potem obejrzeć jak handlarze rozkładają namioty i wyciągają skrzynki ze złomem. Ash i Vonna obejrzeli sobie ten sprzęt, po czym próbowali pohandlować. Nie mieli specjalnie czym, ale w zamian za pomoc w rozszyfrowaniu sposobu działania oczyszczacza żywności otrzymali jedno dziwactwo – lunetę pokazującą (jak się wydaje) inne wszechświaty.
W między czasie Everson zajął się swoimi uszkodzeniami. Dzięki warsztatowi Czarnej Skały to kwestia jedynie chwili oczekiwania. Ash z Thamą ruszył tymczasem do klatki naprawić uszkodzenia. Po południu całą grupę wezwał Ordo. W zaciemnionym pomieszczeniu z holograficznym projektorem pokazał materiały nagrane przez zwiadowców. Widać strzaskane, zamaskowane klatki, w których ktoś zapewne trzymał ogary. Wydaje się, że komuś zależało na tym by stado zaatakowało bohaterów – chłopak i jego stryj pojawili się w okolicy jedynie przypadkiem. Dodatkowo strażnicy raportowali o jakimś „cieniu” – prawdopodobnie jakiejś czworonożnej bestii – która próbowała przedostać się do wnętrza. Została spłoszona, nikt nie ucierpiał, ale to, że pojawiła się w dniu, kiedy żółw zaparkował pod Skałą budzi mocne podejrzenia.
Ekipa chciała wybadać jakoś temat. Najłatwiejsze wydawało się wyciągnięcie informacji u źródła. Vonna uderzyła w – jak się jej wydaje – najsłabsze ogniwo. Chłopak jest w takim wieku, że omotanie go powinno być dziecinnie łatwe. Sukces jest murowany. Niestety! Jego ojciec pojawił się w najgorszym momencie. Dał chłopakowi szlaban i pouczył Vonnę. Trzeba będzie zdobyć informacje z innego źródła.
Ekipa nie ma czasu zbadać sprawy porządniej. Zbliża się noc – kolejna noc przemiany Thamy. Bohaterowie podjęli decyzję o polowaniu. Chcieli złapać dziewczynie jakieś zwierzę do zmasakrowania podczas przemiany, by nie słabła tak, jak podczas wcześniejszych nocy. Zabrali ze sobą ekwipunek i ruszyli na łowy.

Polowanie


Okolica była w zasadzie martwa, dlatego grupa podjęła decyzję o spróbowaniu swoich szans bliżej Bruzdy. Zwiadowcy widzieli tam nieraz niewielkie stada tetrahydr – pojmanie młodej, podczas gdy reszta grupy odstraszałaby dorosłe nie powinno stanowić większego problemu. Po około godzinie wędrówki bohaterowie dostrzegli kilka sztuk trzepoczących szaleńczo skrzydłami ponad niewielkim kraterem. Bez wątpienia starały się chronić gniazdo, jednak przed jakim zagrożeniem?
Nagle stało się jasne dlaczego zwierzęta zachowują się tak podejrzanie. Z krateru, w którym bez wątpienia znajdowało się gniazdo paskudnych stworzeń wynurzyła się potworna istota o ciele olbrzymiego, drapieżnego kota. Nie miała głowy – na jej miejscu widniała lśniąca chorym, zielonkawym światłem, półmaterialna sfera. Stworzenie rzuciło się na bohaterów próbując rozerwać ich ciała długimi, ostrymi szponami. Postacie zareagowały błyskawicznie – nano spowił je w swym ogniu, podczas gdy pozostali bohaterowie próbowali bardziej konwencjonalnych metod. Gdy bestia zrozumiała, że ma do czynienia z kimś niezwykłym, podjęła próbę przejęcia kontroli nad człowiekiem, który zadał jej najwięcej bólu. Ash odparł psychiczny atak i powtórnie spowił ją w ogniu. Kilkanaście sekund później było już po wszystkim – stworzenie upadło i znieruchomiało, zaś sfera znajdująca się na miejscu jego głowy zaczęła blednąć i gasnąć.